Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/mulier.to-panstwo.zgora.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Musimy gdzieś kupić prezerwatywy - powiedział nagle Diaz. -

- Był w więzieniu, ale właśnie wyszedł. - W więzieniu? Dlaczego? - Z powodu pożaru. To on znalazł portfel w pogorzelisku w tartaku. Chase nie dowierzał. - To Willie, Chase. Willie Ventura to Buddy. Jest twoim bratem, jest moim bratem i... - Dość tego! - zagrzmiał. - Jaki portfel? - Portfel, który zdaniem wszystkich, również policji, należał do człowieka, z którym spotkałeś się tamtej nocy. Nikt nie wie, jakim cudem znalazł się u Williego. Jest teraz w domu z mamą i tatą. Mama dzwoniła. Jest tym wszystkim mocno wstrząśnięta. Wszystkim. - Jezu. - Zastępca szeryfa chce z tobą rozmawiać. Chyba niedługo się tu zjawi. Już przesłuchał Williego i nie wiem, czego się dowiedział. Nawet nie wiem, czy Willie był w tartaku tamtej nocy. Ale Wilson się dowie. Poskłada wszystko do kupy i będzie chciał usłyszeć od ciebie prawdę. Chase patrzył na nią długo i przenikliwie. Chociaż jego twarz nabrała innego, niemal groteskowego wyrazu, jego spojrzenie było pewne siebie i pobudzało tę sferę kobiecości, o której już dawno zapomniała. Prawie nie mogła oddychać. - Oczywiście, że usłyszy prawdę. Niby dlaczego miałbym go okłamywać? Dena przyglądała się mężowi i Williemu, którzy wysiadali z samochodu Reksa. Coś było nie tak. Domyśliła się tego, widząc, że Rex obrzucił dom nerwowym spojrzeniem, prowadząc Williego między klombami pełnymi białych i czerwonych begonii. Dena wzięła papierosa i starała się nie skrzywić, kiedy za Reksem wszedł do środka Willie. Miał spuszczoną głowę jak zbity szczeniak, koszulę i spodnie oblepione słomą i Bóg wie czym jeszcze. Jej wzrok padł na szary wór, który Willie trzymał w dużej ręce. - Doszedłem do wniosku, że najwyższy czas, żeby Willie wprowadził się do domu - oznajmił Rex. Tylko dobre maniery powstrzymały ją, żeby nie powiedzieć, co myśli. Pstryknęła zapalniczką i zapaliła papierosa. - Mamy dużo pokoi i... wiesz, Dena, w końcu powiedziałem Williemu prawdę, że nazywa się Buddy McKenzie i że jestem jego ojcem. - Jego kim? - Połknęła chmurę dymu i oczy zaszły jej łzami. Na pewno się przesłyszała. - Willie jest moim synem. - O mój Boże. - Wpatrywała się w upośledzonego chłopaka. - Ale jak... dlaczego? - Chyba śni. Na pewno coś jest nie tak... - Pamiętasz ten wypadek, kiedy Buddy McKenzie prawie się utopił? Pracowałaś u mnie. Lucretia jeszcze żyła i... - Ty... i Sunny mieliście dziecko? - przerwała mu, próbując poskładać w całość strzępy, informacji. - Buddy jest... - załamał jej się głos. Miała wrażenie, że zemdleje, ale oparła się o kredens. - Słuchaj, Rex, wiem, że to może okrutne, ale nie sądzę... żeby on mógł tutaj zamieszkać, jakby... jakby... To wykluczone. Ludzie będą gadać. Boże, jak ty to sobie wyobrażasz? Rex miał surowy wyraz twarzy. - Zaprowadzę Williego do jego pokoju, a potem porozmawiamy. Willie miał wypieki, gapił się w podłogę i przestępował z nogi na nogę. - Ja nie chcę sprawiać kłopotów, pani Buchanan. Naprawdę nie chcę. Może powinienem zostać nad stodołą... - Bzdura. - Rex klepnął go w plecy. - Dawny pokój Derricka od lat stoi pusty. Willie wykrzywił się i pokręcił głową. - Derrick. Jemu by się to nie spodobało. - Jakoś to przeżyje. - Rex uśmiechnął się do syna. Skierowali się w stronę tylnych schodów. Dena paliła nerwowo. Już widziała wszystko oczami wyobraźni. Słyszała, jak ludzie plotkują w mieście, zaczynając cichym szeptem, który przechodzi w szemranie. Wszyscy będą na nią patrzeć, ludzie z grzeczności będą zasłaniać uśmieszki, a z ich oczu będzie biła złośliwa radość, że Buchananowie w końcu dostali za swoje. Następny skandal. Kolejny ból. Dena wiedziała, że Rex miał romans z Sunny McKenzie. Że związek ten zaczął się za życia Lucretii i ciągnął się jeszcze długo po jej śmierci. Nie była jednak w stanie zrozumieć jego fascynacji półkrwi Indianką, w dodatku wróżbitką. Miała nadzieję, że kiedy się pobiorą, Rex porzuci kochankę. Wierzyła, że Rex dopuścił się niewierności tylko dlatego, że jego pierwsza żona była oziębłą suką, która nie była w stanie go zaspokoić. Ale po ślubie Rex jeszcze długo spotykał się z Sunny, aż w końcu Chase, w przypływie zdrowego rozsądku, oddał ją do zakładu. Tej wariatce udało się zniewolić Reksa. Pewnie posłużyła się czarną magią albo rytuałami voodoo. Potworność.

- Musimy gdzieś kupić prezerwatywy - powiedział nagle Diaz. -

chodzi o życie wiszące na bardzo cienkim włosku. Podawali jej cały
Umiał wejść w tok rozumowania gości grających po ciemnej
stałoby się Milli, wiadomość o tym trafiłaby na nagłówki wszystkich
przeciwnym razie True mógł przekroczyć tę cienką granicę, którą
- Nie musisz się wymeldować? - zapytał.
że zapomniała o śmianiu się i tylko patrzyła, szeroko otwartymi
wiedzieć. Oddałaby mu pewnie bez mrugnięcia okiem własne dzieci,
Jutro polecą do Nowego Meksyku. Tylko część misji została
- Czemu byłaś z nim dziś wieczorem?
praca była tak wyczerpująca psychicznie, tak męcząca, a często
an43
- Nie - przerwała jej szybko Milla - to nie jest żaden
spojrzy na nią choć trochę łaskawszym okiem.
- Ten konkretny działa w Meksyku. Jest jakoś związany z

plan działania nie przewidywał gwałtownych ruchów, jedynie spokojne i metodyczne rozpracowywanie przeciwnika.

Wygrałem też dla ciebie mnóstwo różnych wspaniałych rzeczy. Kolczyki z szafirami, zamek
- W takim razie wyznaj jej wszystko, bo nie jest pewna, co do niej czujesz.
- Wasza Wysokość gra na fortepianie?
podejrzliwie. Ale zaraz książę wzruszył ramionami.
- Ja? - wyszeptał.
wątpienia pójdę do piekła za to, że cię tu zabrałem.
wszystkich uznać za swoje potomstwo. Dla uniknięcia skandalu.
podejrzliwym spojrzeniem, powiedział jednak tylko:
pokraczny bogacz, pułkownik Tallant. Bezwzględny, żylasty mężczyzna miał czarną opaskę
kopii lady Campion, bez wątpienia skorych go usidlić. Niech to licho! Jest zazdrosna! Kto by
że na zielonym welwecie namalowano siedem białych krążków wielkości spodka, po jednym
Alec założył cylinder i ruszył ku drzwiom.
- Ocaliłaś mi życie. Beeky, leżąc na plecach, zdołała tylko westchnąć.
Z pewnością nie była zwykłą ladacznicą, miała za dużo odwagi i wigoru. Musi się
do tyłu. - Oni chcą...

©2019 mulier.to-panstwo.zgora.pl - Split Template by One Page Love